You are currently viewing Lucynka cierpiała od dawna

Lucynka cierpiała od dawna

Czy są granice upodlenia? Nie wiem, ile razy można jeszcze zadać sobie
pytanie: jak można aż tak skrzywdzić żywą istotę?
 
Odebrałam telefon, że na drodze znaleziono psa.
Bez siły. Wychudzonego. Ledwo stawiającego kroki.
 
Samochody ją mijały. Jedne za drugim, a przecież było widać, że ten pies
potrzebuje pilnej pomocy. Nie trzeba było być lekarzem weterynarii ani
„człowiekiem od zwierząt”, żeby to zobaczyć. Wystarczyło zatrzymać się
na chwilę.
 
Bo jej stanu nie dało się nie zauważyć.
Można było tylko zdecydować, że się go nie widzi.
 
I chyba właśnie to boli mnie w tej historii najmocniej. Nie tylko to, że
ktoś doprowadził ją do takiego stanu. Ale też to, że przez chwilę świat
potrafił ją omijać, jakby była przeszkodą na drodze, a nie żywą istotą.
 
Pojechałam.
Myślałam, że jestem przygotowana na wiele. Naprawdę. Przez lata
widziałam już zwierzęta po przejściach, psy porzucone, chore,
zaniedbane, zapomniane, ale są takie momenty, w których człowiek staje
przed żywą istotą i przez chwilę nie umie znaleźć słów.
 
W umówionym miejscu zobaczyłam malutką suczkę. Skołtunioną.
Sponiewieraną. Wychudzoną. Taką, której ktoś bardzo długo odbierał
wszystko po kawałku: zdrowie, bezpieczeństwo, godność, wiarę w
człowieka.
 
Kleszcze i pchły dosłownie się z niej sypały.
Po sześćdziesiątym kleszczu przestałam liczyć.
 
A ona nawet nie próbowała protestować. Nie broniła się. Nie szukała
uwagi. Nie prosiła o nic.
 
Położyła się w kąciku tak cicho, jak kładą się psy, które nauczyły się,
że najlepiej jest nie przeszkadzać. I chyba właśnie to najbardziej mnie
uderzyło, że w Lucynce było już widać rezygnację, jakby nie spodziewała
się już niczego dobrego. Jak bardzo musiał być sponiewierany pies, żeby
nawet po znalezieniu pomocy nadal zachowywać się tak, jakby nie miał
prawa zajmować miejsca?
Dzisiaj wiemy już, że to nie było chwilowe zaniedbanie. Ma stare
złamania miednicy i wybite biodro. Ma drożdżycę skóry, liczne zmiany
skórne, jedno oczko w zaniku z dużym prawdopodobieństwem na skutek
urazu. Widzi tylko na jedno oko. Czekamy jeszcze na wyniki krwi.
 
Musimy rozszerzyć diagnostykę, bo zauważyłam też niepokojącą zmianę przy
łopatce.  Patrzę na nią i mam w sobie jednocześnie złość i ogromną
niezgodę na to co musiło się wydarzyć w jej życiu. Bo ona nie
potrzebowała wiele. Nie potrzebowała luksusu.
Nie potrzebowała cudów. Potrzebowała, żeby ktoś zobaczył w niej żywą
istotę.
 
Teraz jest już w Wiosce Dobra. Jest bezpieczna. Ma miękkie posłanie,
pełną miskę i ludzi, którzy nie chcą od niej niczego poza tym, żeby
mogła wreszcie odpocząć.
 
Ale przed nami dalsza diagnostyka, leczenie, badania krwi, konsultacje,
leczenie skóry, zabezpieczenie przeciw pasożytom, ocena ortopedy
łopatki, biodra i miednicy. Musimy dowiedzieć się, jak bardzo zniszczone
jest jej ciało i jak najlepiej jej pomóc.
 
Dlatego proszę Was o wsparcie.
 
Nie umiem przejść obok niej obojętnie.
Nie umiem spojrzeć na tego małego psa i powiedzieć: „nie damy rady”. Ona
już wystarczająco długo była sama, niewidzialna. Wystarczająco długo
leżała gdzieś w kącie, próbując nie przeszkadzać światu.
 
Wspólnie możemy sprawić, że Lucynka poczuje, że jest ważna i jej
życzenie naprawdę ma znaczenie.
 

Z całego serca dziękujemy za każdą wpłatę, każde udostępnienie i każdą myśl skierowaną w stronę Lucynki .

 

Masz pytania? Skontaktuj się z nami:

kontakt@wioskadobra.pl
Patryk: + 48  504 059 670
Karolina: + 48 506 301 265

 
 

Przekaż darowiznę z hasłem Lucynka na konto:

PKO BP: 21 1020 1055 0000 9502 0646 9631
SWIFT/BIC: BPKOPLPWXXX
FUNDACJA DLA ZWIERZĄT WIOSKA DOBRA
Michała Sczanieckiego 4 / 16, 87-100 Toruń
PRZEKAŻ

Wybierz kwotę

lub

POMOC

Wyślij SMS na numer

504 059 670
o treści RATUNEK
Na numer 7433(koszt 4,92 zł)
Na numer 7933(koszt 11,07 zł)
i kup tapetę (regulamin)